„Pamiętniki Sabiny z Gostowskich Grzegorzewskiej”
1888 r.
- fragment ze stron 43/44 -
„[...] W bardzo młodym wieku często przejeżdżałam z moją matką przez Pińczów;
pamiętne mi jest jeszcze miasteczko dość duże, ale źle zabudowane, rodzinami Żydów zapchane,
rozłożone na ogromnych i piaszczystych bagnach, mające stromą górę, na której widać jeszcze
zwaliska starego zamku; tu i owdzie porozrzucane ciosy, marmury, mozaiki, które niegdyś służyły za ozdobę temu przybytkowi,
a dziś leżą bez użytku; na świadectwo znikomości rzeczy ludzkich. Tradycya niesie, że zamek ten był rozwalony
przez matkę przedostatniego margrabiego, która w napadzie umysłowej choroby kazała go zburzyć aż do podwalin,
niby dla szukania ukrytych w nich skarbów; a w jego miejsce u stop góry, nowy, niezbyt duży, o jednam piętrze pałac,
który do dziś dnia istnieje, postawić kazała. Odwiedzałam w nich starych margrabstwa, którzy tu czasowo zamieszkali.
Później odwiedzałam ich już nie w pałacu, ale w nizkim pod strzechą domku, dokąd razem z nimi zawitała ich szczera
i staropolska gościnność, ich dobroć i uprzejmość; zawitały także dzieła sztuki, obrazy, rzeźby, zabytki starożytności,
które z pałacu pińczowskiego niestałość losów i rzeczy ludzkich aż pod ten skromny dach razem z nimi zagnała.
Przykry to zaiste był widok dwojga tych szanownych starców, chylących głowy swoje, przywykłe do wspaniałych pałacowych sklepień,
pod nizkie drzwi folwarcznego budynku; przykrzejszy stokroć jeszcze widok tych zabytków dawnej wytworności i zbytku, spojonych z niedostatkiem chwil obecnych! [...]”