Wespazjan Hieronim Kochowski
„Lata Potopu”
1655-57
- fragment ze strony 168 -
„[...] Zaraz po odebraniu tych wiadomości Kazimierz wyruszył ku Wiśle w pościg za nieprzyjacielem;
przodem wyprawiono lekkozbrojne chorągwie, żeby atakując i szarpiąc od tyłu odchodzących Węgrów powstrzymywały ich odwrót do czasu przybycia króla,
który z silnymi oddziałami niemieckimi rozłożył się pod Pińczowem, siedzibą margrabiego, zamierzając zdobyć to.
Pińczów leży nad brzegiem rzeki Nidy, pięknie położony, a tamtejszy zamek wznosi się na wysokim wzgórzu. Bronił go Mikołaj Gnoiński szlachcic bynajmniej nie podłego rodu, ale niespokojna głowa - z załogą złożoną ze Szwedów i Węgrów w sile pięciuset ludzi. Z początku śmiało wytrzymywał ataki Niemców, ale kiedy ujrzał, że na wzniesionym koło kaplicy Św. Anny nasypie umieszczają działa i że pilnie przygotowują się do szturmu, od razu się poddał i wyszedł z zamku, skąd go swobodnie wypuszczono. Czarniecki chciał go ukarać z przykładną surowością jednakże łaskawość królewska przeważyła; surowy ten wódz nie zwykł pozwalać, żeby ludzka zuchwałość uchodziła płazem, i kiedy pochwycił dwóch arian, Szlichtynga i jeszcze drugiego szlachcica, wiozących Wirtzowi sekretne listy, oddał ich pod sąd wojskowy i pod wsią Michałowem kazał powiesić, nie dopuściwszy, żeby czyjekolwiek wstawiennictwo złagodziło im karę, dbał bowiem o przestrzeganie wojskowej karności i wobec występków był nieubłagany. [...]”